Dom Pod Jedlami

Zakopane początku XX wieku to miejsce, gdzie można było zawiesić normy obowiązujące na nizinach.

tekst: Lidia Pańków
zdjęcie tytułowe: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Dwie wielkie indywidualności swoich czasów – ziemianie, patrioci, myśliciele. Stanisław Witkiewicz i Jan Gwalbert Pawlikowski. Jeden jest malarzem, publicystą podejmującym kwestie społeczne, tożsamościowe i etyczne. Reformatorem, który przejmuje się zacofaniem ojczyzny pod zaborami. Wizjonerem przekonanym, że promowany przez niego rodzimy styl architektoniczny odmieni nie tylko oblicze polskich wsi, miast i miasteczek, lecz także uzdrowi skotłowane dusze, poprawi kondycję robotników fabrycznych.

Drugi pochodzi z rodu postępowców, botaników. Dziedzic podkarpackiej wsi Medyka, syn polityka galicyjskiego, miłośnika starożytności i założyciela ogrodniczej akademii, profesor na uczelni w Dublanach w obwodzie lwowskim. Ekolog, który powoła pierwsze w Polsce stowarzyszenie ochrony przyrody.

Te otwarte głowy łączy miłość do Tatr. Kolekcjonują zakopiańskie artefakty i przyglądają się regionalnej architekturze: dwutraktowym domom ze spiczastymi dachami krytymi gontem, drewnianym płazom, zrębowej konstrukcji, elementom dekoracyjnym takim jak słońca oraz przyłapom, czyli widokowym werandom. Patrzą, podziwiają, wyciągają wnioski.

Stanisław Witkiewicz, ok. 1890, fot. z archiwum Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem

Stanisław Witkiewicz, ok. 1890, fot. z archiwum Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem

W wyniku ich współpracy powstaje jeden z najpiękniejszych drewnianych budynków w Polsce i najciekawszych przykładów architektury przełomu wieków XIX i XX – zakopiański Dom pod Jedlami oddany do użytku w 1897 roku. Reprezentacyjna realizacja, której makieta zostanie pokazana najpierw na głośnej Wystawie Światowej w Paryżu w 1900 roku, a potem na ekspozycji w Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych. Zamówiona na 40. urodziny Jana Gwalberta Pawlikowskiego.

Po zarekwirowaniu majątku rodowego w Medyce letniskowa willa będzie główną siedzibą Pawlikowskich. Senior osadzi tu swoich synów. Ci sprowadzą partnerki – pierwsze damy polskiej kultury. Przez dworzyszcze będą się przewijać poeci, malarze, kompozytorzy – elita i śmietanka Polski przełomu wieków, bohema międzywojnia i inteligencja czasów po 1945 roku.

will-pod-jedlami-9
fot. Błażej Żuławski

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, córka malarza Wojciecha Kossaka i synowa inwestora, w tej zakopiańskiej willi będzie pracować nad strofami, które złożą się na debiutancki, wydany w 1922 roku tomik Niebieskie migdały. Liczba pisanych w tych latach wierszy oraz ich zmysłowe tytuły (do 1939 roku ukażą się Różowa magia, Pocałunki, Dancing, Wachlarz, Cisza leśna, Paryż, Profil białej damy, Surowy jedwab, Śpiąca załoga, Balet powojów, Krystalizacje) są być może dowodem na to, że lata spędzone z drugim mężem – Janem Gwalbertem Pawlikowskim były pogodnym okresem w życiu poetki. O tym, że willa sprzyja literackim grom, świadczy fakt, że spod ręki Marii, jej siostry satyryczki Magdaleny Samozwaniec oraz Jana Gwalberta wychodzi purnonsensowa parodia głośnej powieści Trędowata Heleny Mniszkówny. Dom pod Jedlami będzie miejscem hucznych zabaw, spędów, dyskusji, knucia niepodległościowego i barwnym salonem towarzyskim.

will-pod-jedlami-10
fot. Błażej Żuławski

Czarodziejska góra

Pawlikowski senior jako pierwszy zdobył Mnicha w Dolinie Rybiego Potoku – wymagający dużej sprawności wspinaczkowej, bo niemal pionowy na ostatnim odcinku 250 metrów, szczyt Tatr Wysokich. Witkiewicz, ze względu na słaby stan zdrowia, nie chodzi w wysokie góry, ale jego duchowe zanurzenie w regionalną przyrodę i folklor można przyrównać do taterniczych wypraw.

W latach gdy duet wypracowuje kształt Domu pod Jedlami, inwestor nie jest już aktywnym wspinaczem, a Zakopane traktuje przede wszystkim jako letnisko. Willa ma być miejscem rekreacji, spełnieniem marzeń o solidnej, bezpiecznej przystani w burzliwych czasach walk niepodległościowych i rozruchów.

Dla Witkiewicza stolica Tatr jest jedną z miejscowości, w których przebywa jako kuracjusz. Od czasów studenckich cierpi na gruźlicę, której nabawił się, biedując i głodując, by móc kontynuować studia artystyczne na prestiżowej monachijskiej Akademii Sztuk Pięknych. Gdy stan jego zdrowia pogarsza się, wyjeżdża na kurację do uzdrowisk – czeskiego Marienbadu i szwajcarskiego Merano.

Ale Zakopane to dla Witkiewicza nie tylko uzdrowisko, lecz także kierunek szczególny – miejsce artystycznych syntez, źródło wizji i zasilania. Tu może odetchnąć (dosłownie i w przenośni) pełną piersią, tu gromadzi przyrodnicze ciekawostki, dokumentuje folklor, rzemiosło. Gdy zjeżdża do Zakopanego, jest artystą dojrzałym – zachłystuje się otaczającym go stylem, ale patrzy oczami przybysza.

Witkiewicz od początku artystycznych poszukiwań jest niepokorny. Podczas studiów na Akademii Sztuk Pięknych w Petersburgu w latach 70. XIX wieku daje o sobie znać jego temperament – Witkiewicza irytują wykładowcy trzymający studentów w ryzach, pragnie dotrzeć do poważniejszych, przecierających nowe szlaki mentorów. Dlatego, mimo skromnego uposażenia finansowego, udaje się do Monachium.

Tam, pod okiem dwóch wybitnych twórców – Hermanna Anschütza i Adolfa Heinricha Liera – może wreszcie rozwinąć skrzydła. Są też inspirujący i spełniający jego oczekiwania koledzy studenci – Aleksander Gierymski, Józef Chełmoński i Henryk Siemiradzki. Witkiewicz ma prawo czuć, że znalazł się w najlepszym towarzystwie z możliwych, a twórczy ferment wystarczy na wiele lat własnych poszukiwań.

Szorstki i wymagający okres monachijski wynagrodzą lata spędzone w Warszawie, gdy Stanisław Witkiewicz współtworzy w Hotelu Europejskim pracownię-salon. Artysta zajmuje ugruntowane miejsce w intelektualnych i artystycznych kręgach, do których należą m.in. Bolesław Prus, Henryk Sienkiewicz, Helena Modrzejewska.

Ale jego serce zabije najmocniej nie w ograniczanej w rozwoju carskimi ukazami po powstaniu styczniowym Warszawie, lecz w polskich górach, gdzie może patrzeć daleko i wysoko. Podczas gdy Warszawa była najpierw miastem zacofanym, uciśnionym przez zaborcę, pełnym kontrastów między biedą i ostentacją, prowincjonalnym ośrodkiem budzącym u patriotów ból i rozgoryczenie, Zakopane wyłaniało się jako miejsce rekreacji, wspinaczek, romantycznych wędrówek, epicentrum „nowej sportowej mody wyrażającej się w garderobie i postawie”.

To uzdrowisko, gdzie można było – niczym w wykreowanej przez Tomasza Manna Czarodziejskiej górze – zawiesić normy obowiązujące na nizinach, rzucić się w wir zabaw, romansów, artystycznych uniesień, ryzykownych wypraw. Wśród kuracjuszy zachłyśniętych urodą niezdobytych gór przewijali się przedstawiciele elit: lekarze, inżynierowie, politycy, przemysłowcy. Uzdrowisko szybko stanie się buzującą kolonią również dla twórców wszelkich sztuk, którzy będą kreować tu nowe prądy i zjawiska, czerpiąc swobodnie z futuryzmu, kubizmu i dadaizmu.

will-pod-jedlami-7
fot. Błażej Żuławski
will-pod-jedlami-5
will-pod-jedlami-6
will-pod-jedlami-3
will-pod-jedlami-1
will-pod-jedlami-2
will-pod-jedlami-8

Przeciw brzydocie

Dom pod Jedlami powstaje jako jedna z najbardziej charakterystycznych realizacji stylu zakopiańskiego. Inwestycja jest osobistym manifestem Pawlikowskiego: stawiając okazałą letnią willę, która ze względu na rozmach będzie nazywana zamczyskiem, Jan Gwalbert Pawlikowski wyraża uznanie dla stylu promowanego przez Witkiewicza. Początkowo profesor przyrodnik planuje wybudować skromniejszy dom rekreacyjny, ale – zgodnie z anegdotami – artyście udaje się namówić właściciela na większy projekt.

Stanisław Witkiewicz wybiera działkę na stoku wzgórza Koziniec – spadek terenu działa na jego wyobraźnię. Projektując asymetryczną podmurówkę, od wschodu wysoką aż na cztery metry, od zachodu – zaledwie na pół, Witkiewicz uzyskuje efekt asymetrii, a przez to dramaturgii. Stąd porównania drewnianej budowli do romantycznego zamku i średniowiecznego dworu. Willa uważana za zwieńczenie fascynacji Witkiewicza zakopiańskimi formacjami, przez niektórych krytyków zostanie wydrwiona jako przykład autorskiej dowolności.

Istotnie, Witkiewiczowski styl – jak wszystkie wyłaniające się w Europie w tamtym okresie nurty narodowe czy ludowe – jest interpretacją zastanych podhalańskich motywów. Stosując je, architekt wierzy, że dociera do tego, co rodzime, autentyczne, nieskażone. Prądy powrotu do korzeni karmione sprzeciwem wobec industrializacji, rządów maszyny i uznaniem roli tradycyjnych rzemiosł obiegają całą Europę.

W Rosji architekci sięgają po motywy syberyjskie, Finowie bazują na rodzimym budownictwie karelskim, norwescy architekci inspirują się drewnianymi kościołami romańskimi, wypracowując styl dragestilen. Oczyszczenie estetyki z przemysłowych naleciałości, powrót do rękodzieła, metod wytwarzania wymagających czasu i kunsztu miały wpłynąć pozytywnie i na elity, i na robotników zdegradowanych do roli narzędzi.

Witkiewiczowska wizja jest równie zuchwała i totalna: artysta architekt wierzy w odnowę społeczną. Jego architektura to nie żaden regionalizm – ma umeblować cały kraj! W latach 20. XX wieku przypłyną nad Wisłę nowe prądy, które całkowicie zrewolucjonizują perspektywę na urbanistykę – funkcjonalistyczny, międzynarodowy styl Le Corbusiera, szkoły Bauhaus, radzieckich konstruktywistów i holenderskiego neoplastycyzmu. Na razie Witkiewicz nie musi drżeć o swoją pozycję – jego nazwisko figuruje na liście 12 najwybitniejszych architektów XIX wieku stworzonej przez redaktorów „Kuriera Warszawskiego”.

Praca zespołowa

W zbiorach Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem poza makietą prezentowaną w Paryżu i Warszawie znajduje się archiwalna fotografia, na której świeżo powstały model – przyszły eksponat wystawowy – ogląda grupa rześko wyglądających górali. Ich buty i laski grzęzną w śniegu, a dynamiczne pozy i żywe spojrzenia wskazują na to, że toczy się tu zaangażowana dyskusja. Kim są?

To autorzy makiety, których nazwiska na szczęście się zachowały, podobnie jak całego zespołu cieślów Domu pod Jedlami kierowanego przez zasłużonego budorzę Wojciecha Roja. Gdyby nie talent, determinacja i doświadczenie lokalnych fachowców kształtowanych w rzemiośle przez swoich ojców i dziadków, zamczysko nie nabrałoby imponującej, kunsztownej formy.

Budynek staje w dwa lata: w 1887 roku Jan Gwalbert wraz z rodziną spędzają w Domu pod Jedlami pierwsze wakacje. Zwieńczenie sezonu uczczono wtedy hucznym przyjęciem pod koniec lata, na które zaproszono wszystkich cieśli i sąsiadów z Kozińca i Bystrego. Jak pisali uczestnicy imprezy: „Dom trząsł się od »drobnego«, dudniał zbójnickim przez całą dobę, od śpiewanek huczało całe Bystre, aż pod ścianę regli. Antał za antałem staczał się pusty ze schodów”.

Od 1904 roku właściciel mieszka już w willi na stałe. Gdy wraz z atakiem Związku Radzieckiego na Polskę w 1939 roku majątek w Medyce przepada, Dom pod Jedlami staje się centrum życia rodzinnego Pawlikowskich. Na cudowny zakrawa fakt, że II wojna światowa nie przyniosła zniszczeń – obiekt nie został zarekwirowany przez Niemców również dlatego, że nie był jeszcze zelektryfikowany.

Stanisław Witkiewicz z góralami obok drewnianego modelu Domu pod Jedlami, fot. ze zbiorów Muzeum Tatrzańskie
Stanisław Witkiewicz z góralami obok drewnianego modelu Domu pod Jedlami, fot. ze zbiorów Muzeum Tatrzańskie

Sielanka towarzyska i cisza twórcza

Posesję – dla przypadkowych gapiów niewidoczną – pierwotnie porastały jodły. Stąd nazwa – Dom pod Jedlami. Kolejne etapy budowy wyłaniały się w trybie, który współcześnie nazwalibyśmy slow – zgodnie z zasadami kunsztu ciesielskiego i innych rzemiosł: zduństwa, kamieniarstwa, hafciarstwa, stolarki, kowalstwa, studniarstwa.

Gdy dom był już zasiedlony, Pawlikowscy z Witkiewiczem i zespołem cieśli dopieszczali wnętrze: w jadalni zamontowano piec z ceramiczną kapą z kołomyjskiej Szkoły Garncarstwa. Jego koronę zawieszoną na ozdobnym łańcuchu zamówiono w renomowanej fabryce Góreckiego w Krakowie – tej samej, gdzie wykuto krzyż górujący nad Giewontem. Meble do salonu – w stylu zakopiańskim, z autorskim twistem – wykonał Kazimierz Sieczka, pokoje gościnne i sypialnię wyposażyli Józef Kaspruś i Jędrzej Krzeptowski. W wystrój – dzieło totalne – zaangażowała się nawet żona architekta, Maria Witkiewiczowa, absolwentka Konserwatorium Warszawskiego, zawodowa nauczycielka muzyki. Wyhaftowała na zasłonach wzór parzenicy – charakterystyczny ornament zdobiący góralskie spodnie. Dowodem przyjaźni i uznania złożonym artyście przez inwestora był zakup obrazu Witkiewicza. Na jego Owce we mgle spoglądał z naprzeciwka tatrzański pejzaż pędzla Leona Dembowskiego.

Willa na Kozińcu szybko stała się miejscem, gdzie należało bywać. Przewinęli się przez nią poeci Maryla Wolska i Jan Kasprowicz, Henryk Sienkiewicz, czołówka polskich malarzy, w tym Jacek Malczewski, Jan Stanisławski, Leon Wyczółkowski. Wpadali tu także Karol Szymanowski, Stefan Żeromski, Władysław Reymont, Kazimierz Przerwa-Tetmajer.

W późniejszych latach do Domu pod Jedlami ściągały też najbardziej znane, ekscentryczne pary krakowsko-zakopiańskiej bohemy: artyści Karol i Zofia Stryjeńscy, malarz Andrzej Pronaszko, malarz futurysta i filozof Leon Chwistek oraz Stanisław Ignacy Witkiewicz, słynny Witkacy, syn Stanisława Witkiewicza i jedna z najbardziej barwnych, niekonwencjonalnych postaci okresu międzywojennego, ekstrawagancki, czasem demoniczny, sprawnie budujący swoją legendę malarz, dramatopisarz, portrecista socjety dzielący czas między warszawską pracownią – firmą portretową przy Brackiej 23 – i Zakopanem, gdzie akurat często zmienia adresy.

W willi pozostały wpisy, z których wynika, że na Koziniec ściągali goście ze wszystkich stron świata: krajów śródziemnomorskich, Bałkanów, obu Ameryk, Australii i Nowej Zelandii. Zakopiański dom tętnił salonowym życiem i zabawą, ale czasem zapadała tam cisza – dla najstarszego Pawlikowskiego bywał azylem, w którym osiągał upragnioną koncentrację do studiów nad poezją Słowackiego. Otoczony kochającą rodziną i przyjaciółmi pisze o ekologii, sztuce Podhala, opracowuje kolejne rozdziały encyklopedii, organizuje spotkania z lokalnymi przyrodnikami, od 1935 roku pracuje nad czasopismem „Wierchy”.

Czym willa urzeka dziś?

W wizualnym chaosie Zakopanego, obok innych monumentalnych realizacji z przełomu wieków XIX i XX łączących stylistykę ludową z elementami secesji, spójność domu jest oddechem dla wszystkich zmysłów. Goście willi mówią o efektach malarskich architektury – w miękkich, kunsztownych formach instynktownie odnajdują harmonię, perfekcję wykończenia, zrozumienie wagi naturalnych tworzyw – stulecia zżycia z drewnem i jego kaprysami. Otuchy dodaje też fakt, że – mimo powojennej zawieruchy i niszczycielskiej dla architektury polityki PRL-u – Dom pod Jedlami pozostał w rękach jednej rodziny!

Projekt totalny, jakim było zabudowanie Polski architekturą rodzimą, nie miał szansy powodzenia, tak jak wszelkie inne zbyt romantyczne wizje odnowy duchowej poprzez powrót do korzeni. Ale z dzisiejszej perspektywy nadal zrozumiała jest fascynacja Witkiewicza stylem zakopiańskim. Kolejnych interpretacji tego języka podejmują się awangardowi architekci, nawiązując do płazowej elewacji i szczytowych dachów. Brak im jednak szalonej werwy, z jaką działał Witkiewicz. „Będąc tam wielokrotnie, nadal nie odnalazłem błędu” – napisał jeden z gości azylu na Kozińcu.

Czytaj dalej
Maria Jeglińska-Adamczewska
Marzy mi się, żeby polski dom można było wyposażyć całkowicie w produkty polskich marek.
Close navigation